"Wychowało go milczenie". Siostra Brauna: W domu nie mówiło się o Holokauście
Na antenie TVP Info mówiła rodzinnych uwarunkowaniach. Monika Braun została zapytana, czy jej brat rzeczywiście wierzy w głoszone przez siebie poglądy. Przyznała, że trudno jej jednoznacznie odpowiedzieć. – Mnie jest niezmiernie trudno się do tego odnieść. Nie siedzę w jego głowie, jego duszy – powiedziała.Jak tłumaczyła, zna zachowanie brata od dzieciństwa i wie, że nie należy on do osób, które mówią o swoich uczuciach czy motywacjach. – On nie odpowiada na pytania dotyczące jego odczuć, emocji i intencji. Czy on w to wierzy? Myślę, że może uwierzył – stwierdziła.
Monika Braun o przemianie brata
Pytana o moment, w którym poglądy Grzegorza Brauna miały się zradykalizować, zwróciła uwagę na sprawę językoznawcy Jana Miodka. – Sprawa Jana Miodka popchnęła go ku byciu rewolucjonistą, ku publicznie manifestowanej nieufności wobec autorytetów – oceniła.
Według niej obecnie charakterystyczne dla działalności jej brata jest "kwestionowanie autorytetów" oraz "podkopywanie wiedzy". Monika Braun sięgnęła również do historii swojej rodziny. Wspomniała Jerzego Brauna, którego określiła jako przedwojennego antysemitę. – Myśmy rośli w domu, gdzie nie mówiło się o zagładzie i Holokauście – powiedziała. – Nie znam motywacji mojego brata. Wiem na pewno, że wychowało go milczenie – dodała.
Siostra europosła bardzo krytycznie wypowiedziała się również o jego publicznych działaniach. Nawiązała m.in. do zgaszenia świec chanukowych w Sejmie, incydentu z dr Magdaleną Gudzińską-Adamczyk [w materiale użytkownika pada "dr Jagielska"] oraz wypowiedzi dotyczących komór gazowych i krematoriów. – Nie jesteśmy jako społeczeństwo chronieni przed bandytyzmem różnego typu – powiedziała. Jej zdaniem zachowania tego rodzaju w przypadku przeciętnego obywatela spotkałyby się z szybszą reakcją państwa.
Braun przedstawiła również własną diagnozę rosnącej popularności radykalnych poglądów. Jej zdaniem atrakcyjność takiego przekazu wynika m.in. z oferowania prostych odpowiedzi na skomplikowane problemy. – Znacznie bardziej pokupnym towarem jest uproszczona diagnoza rzeczywistości, którą serwują ugrupowania prawicowe – mówiła.
Braun stwierdziła również, że w Polsce istnieje szczególny grunt dla agresji, przemocy i niechęci wobec odmienności. Wiązała to m.in. z historycznymi doświadczeniami społeczeństwa przyzwyczajonego do funkcjonowania w poczuciu zagrożenia ze strony wrogów.
Delegalizacja partii Brauna? "Skutek krótkotrwały"
W programie pojawił się także temat ewentualnej delegalizacji ugrupowania Grzegorza Brauna. Jego siostra oceniła, że takie rozwiązanie nie usunęłoby przyczyn popularności radykalnych poglądów.
– Skutek krótkotrwały, bo to, o czym rozmawiamy, to są głębokie i głęboko uwarunkowane ludzkie potrzeby i skłonności, potrzeba widzenia świata jasno podzielonego, potrzeba odwołania się do przemocowych autorytetów. Tego się nie rozwiąże, delegalizując partię – powiedziała.
Jej zdaniem trwała zmiana wymagałaby znacznie szerszych działań, przede wszystkim w edukacji oraz sposobie prowadzenia debaty publicznej.
– To jest zmiana systemu edukacji, to jest inne mówienie do wyborców, to jest zmiana języka generalnie, a nie tylko jakieś krótkotrwałe, spektakularne akcje, jak wsadzanie kogoś do więzienia czy likwidowanie jakiejś partii – podsumowała Monika Braun.